GRAFOMAN ROKU
NAGRODA SPECJALNA GOOD OMENS ZA ROK 2003
Jednogłośnie:
Monika Błądek, Szerglvar, t. 1: Cień Tora-Kardar, Wydawnictwo Szerg, Kraków 2003
UZASADNIENIE
- Za twórczą i oryginalną konstrukcję świata przedstawionego, w którym ostatnie siły ludzi, elfów (elfek, znaczy) i krasnoludów (a raczej krasnoluda) toczą wojnę ze straszliwym Władcą Zła i stworzonymi przez niego w głębokich sztolniach Kraju Cienia potwornymi Szerglvar rozmaitej maści. Dla uczciwości dodajmy, że Czarni Szerglvar troszeczkę przeciw temu straszliwemu Władcy spiskują. I że żaden z nich nie nazywa się Ugluk (a szkoda, bo można by się pozastanawiać nad przyklejeniem etykietki postmodernizmu).
- Za fabułę, w której bez przerwy (i raczej bez celu) ktoś ucieka, ktoś kogoś goni, ktoś zmienia sojusze, imiona i tożsamość oraz, przede wszystkim, ktoś z kimś idzie do łóżka. Czasem jeszcze ktoś kogoś zjada. Na końcu bohaterka i jej dorosły w ciągu kilku miesięcy syn, pół-Szerglvar, ratują tatusia tegoż syna z kazamatów Chudego Sępiska, po czym tatuś wyrywa serce wyż. wym. Sępisku, zwanemu także Niezniszczalnym, który przypadkiem snuł się po korytarzach. Jeżeli macie nadzieję, że to koniec Głównego Szwarccharaktera i powieści, to porzućcie wszelką nadzieję. On się odrodzi. I to szybko. (s. 349).
- Za fascynujące swą niestandardowością postacie. Są wśród nich m. in. rozwiązła i okrutna elfka - wojowniczka, krasnolud, który klnie i się obżera (i walczy toporem), obdarzony oślizłym głosem (s. 347) Władca Ciemności, groźny, fascynujący i pod każdym względem hojnie obdarzony przez naturę zbiegły z filmu Jacksona Uruk-Hai (sorry, Szerglvar) z grubymi granatowymi włosami, dzielny i dziki wódz barbarzyńców (oraz dzielna i dzika wojowniczka barbarzyńców), a przede wszystkim główna bohaterka Elnis vel Natira, zwana bezpretensjonalnie Zielonooką, cechująca się głównie tym, że wszyscy na tym świecie, ludzie czy nieludzie, kochają ją serdecznie od pierwszego wejrzenia i pragną jej pomagać za wszelką cenę. Dumna, piękna, niezależna, wolna, sprawiedliwa, honorowa, odpowiedzialna, lojalna, odważna do szaleństwa, rewelacyjnie jeżdżąca konno i machająca mieczem, obdarzona mroczną i straszliwą przeszłością oraz świetna w łóżku Elnis Natira Zielonooka może bez wątpienia stanąć w jednym szeregu z tak wybitnymi postaciami kobiecymi literatury fantastycznej jak choćby Różanooka z wiekopomnego dzieła KTL. Nawet ksywka podobna.
- Za oryginalność i wynalazczość lingwistyczną, wyrażoną przede wszystkim w imionach i nazwach własnych, zwłaszcza zaś w epitetach i peryfrazach określających miejscowy odpowiednik Saurona. Nazywa się on otóż mianowicie Mroczny Stworzyciel, Władca Cienia (to akurat dość pospolite), Niezniszczalny, Dwugłowy Wąż, Kostucha, Ślepy Sęp, Obmierzły Sęp oraz Chude Sępisko. Oryginalny i godny podziwu jest również fakt, że Istota owa jest raz rodzaju męskiego (Mroczny Stworzyciel uważał, s. 14), a raz żeńskiego (Kostucha zapomniała, s.15).
- Za umiejętność włączania elementów aktualnych do świata fantasy, przewyższającą wszelkie mierne osiągnięcia amatorów w rodzaju Andrzeja Sapkowskiego. Szczególnie imponująca jest pod tym względem rozmowa o moralnych konsekwencjach przerywania ciąży i poszanowaniu godności dziecka poczętego (s. 170 - 171).
- Za sceny miłosne. Just so. Zainteresowanych odsyłamy np. na stronę 114 (elfka + starszy Szerglvar), 119 - 121 (główna bohaterka zgwałcona przez Czarnego Szerglvar), 122 - 123 (ta sama bohaterka z tym samym Szerglvar, tym razem z własnej woli), 132 - 135 (jak wyżej), 329 - 330 (wyżej wspomniana elfka i wyżej wspomniany starszy).
- Za to, że wedle zapowiedzi jest to dopiero pierwszy z pięciu tomów, jakimi Monika Błądek zamierza zalać świat. Nie mówiąc już o opowiadaniach, które ponoć zaczęła rozsyłać do redakcji czasopism branżowych. Strach się bać.
- Za to, że gorsza i bardziej pretensjonalna od książki jest jedynie witryna internetowa autorki. Podkreślenie linku dodaliśmy specjalnie dla ucieszenia autorki.
- Prywatne osobiste wyróżnienie od Aziraphala za wielokrotne użycie jego ukochanej frazy "wyblakłe oczy", tak twórczo stosowanej przez wielu polskich tłumaczy.
- Prywatne osobiste wyróżnienie od Crowleya za to, że autorka popisała się nie lada odwagą wydając książkę w nikomu nieznanym wydawnictwie najwyraźniej powołanym wyłącznie do tej misji (szerzenia wiedzy o Szerglvar).
Disclaimer: Jeżeli w powyższym opisie zdarzyły się błędy, to trudno. Mogliśmy to przeczytać albo uważnie, albo do końca, na połączenie jednego i drugiego nie wystarczyło nawet anielskiej cierpliwości i diabelskiego uporu.
A dokładniej było tak: Crowley czytał dokładnie, akapit po akapicie, zdanie po zdaniu i słowo po słowie, w związku z czym zakończył lekturę około s. 50. Aziraphal przeczytał natomiast całość, ale zasadniczo skanując kolejne strony w poszukiwaniu smakowitych kąsków.
Dla nieprzekonanych o słuszności przyznania nagrody mały Słowniczek Cytatów
- Introdukcja (cytujemy w całości, bo warto, z interpunkcją oryginału):
Mrok padł na powstałe na gruzach starego świata krainy. Zło wypełzło z Cienia przybierając postać Dwugłowego Węża. Ból się odrodził. Ciemność zaległa. Dawne okrutne rasy dołączyły do stworów ciemności, które od niedawna zamieszkiwały Ziemię. Raz odcięte łby na nowo wyrosły. Minęły wieki. Cień, który padł na Norderad, ciągle pełznął, aż nadszedł czas, gdy Dwugłowy Wąż się zatrzymał, jednak nie wycofał się do nory z której przybył, lecz trwał i czekał...
- Odwróciła się i popatrzyła na poskręcane z żaru deski. (s. 9)
Inny świat, inna fizyka.
- Widok szybko spadającego miecza wydawał się wiecznością (s. 10)
Inny świat, inny bieg czasu. Fizyka zresztą też, skoro widok może być zjawiskiem czasowym.
- Drugi miecz stanął w poprzek przeznaczenia (s. 10)
I zapewne miał dwa ostrza. Oba wyszczerbione.
- - Policzymy się później - ten pierwszy złożył obietnicę i oddalił się. (s. 10)
Nie ma to jak dyplomacja.
- W chwili szybkiej niczym mgnienie podniósł się i oddalił. Pochłonęły go płomienie. (s. 10)
Po co to "podniósł się i oddalił" for whoever's sake??? Bez tej niepotrzebnej wstawki przynajmniej mielibyśmy księdza Bakę! /AJC/
Całkiem prawdopodobne jest, że "podniósł się i oddalił" to późniejsza interpolacja w tekście oryginału /AZ/
- Torg przyprowadził krasnoluda Sani. (s. 12)
Rozumiemy, że krasnolud należał do jakiejś Sani. Albo też do owej Sani został przyprowadzony, choć wtedy składnia powinna być raczej "przyprowadził Sani krasnoluda". Właściwie to obstajemy za tą wersją. Pasuje do ogólnej erotycznej obsesji wszechobecnej w książce.
- Dogar, bo tak się ta męda nazywa... (s. 13)
Ortografia oryginału. No comments. (Autorce miłosiernie wyjaśniamy, że menda pisze się menda, nie męda.)
- Do diaska chopliwego, siermiężnego, a niech ci ten ciągle pusty bandzioch i gadatliwą japę z dużą kichawą kruki i wszystkie sępy z Gór Czarnych wydziobią - Torg zaklął po krasnoludzku. (s. 14)
Nie ma złota w Czarnych Górach. Za to są sępy. I krasnoludy.
No i drobny fakt, że o copyright do 1. sępów jako szwarccharakterów, 2. sępów zamieszkujących różne przeraźliwe góry, mógłby się upomnieć niejaki Feliks W. Kres /AJC/
- Jak wiecie, Chude Sępisko w swym zbrodniczym dziele tworzenia wyhodowało wiele służących mu nikczemnych i wstrętnych istot. Jeden były tworami udanymi, oczywiście według miary Kostuchy, inne sczezły od razu lub w niedługim czasie po ich stworzeniu. (s. 14)
- - To TEN popapraniec!!! Mówiłem ci o nim!!! (s. 19)
To szerg o drugim szergu, nie Bridget Jones o kolejnym kandydacie na stałego chłopaka.
- Wygląd szerga był możliwy do przyjęcia, nie budził takiej odrazy, jak widok kargów. Zakrzywione kły, które wystawały mu spod warg, robiły nieprzyjemne wrażenie. (s. 23)
Tu osobiste wyróżnienie Crowleya za nadużycia rymotwórcze (szerg - karg - warg) i nadmierne stosowanie innych chwytów eufonicznych (zwraca uwagę zwłaszcza liczba głosek r).
- Gdy wciągał przez nozdrza powietrze, falujące płuca rytmicznie unosiły potężną klatkę piersiową. (s. 23)
Zamiłowanie autorki do wszystkiego, co faluje, aż prosi się o freudowski komentarz. Zob. nieco poniżej.
- Krasnolud stanowił problem. Tutaj jednak nie miał za dużo do powiedzenia, bo był krasnoludem. (s. 23)
Po obejrzeniu wszystkich trzech części "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona stwierdzamy jednogłośnie: tak trzymać. (= Krasnoludy trzymać gęby na kłódki.)
- Bał się, że Sani przyjdzie tropicielce z pomocą i zamieni Wielką Salę w rzeźnię. (s. 26)
A było tam, dodajmy, ładnych kilkadziesiąt osób.
- Niech Narder martwi się o Beriz - myślał - w końcu ten fort chroni jego ziemie, a nie moje. Był to bardzo krótkowzroczny sposób myślenia. (s. 38)
Była to Nagła Interwencja Narratora Wszechwiedzącego. Nie jedyna w tym tekście, z pozoru pisanym w narracji personalnej.
- Omamiło go pierwsze wrażenie, a teraz dostrzegał liczne rysy na ideale. (s. 50)
Chlip, chlip. Pocieszamy, że nie on pierwszy i nie ostatni. W literaturze takoż.
- Ja i Narder mamy taką teorię, że należy najpierw wroga poznać, by móc uderzyć w jego słaby punkt. (s. 76)
No bardzo, ale to bardzo odkrywcza teoria. Sun Tzu?
- Gdy dał jej w końcu spokój, czuła się jak po ostrej jeździe bez trzymanki. (s. 114)
Elfka po seksie, znaczy.
- Rada to to samo, co u was król, tylko składa się z najbardziej przebiegłych Szindar. (s. 83)
Królowie jak wiadomo składają się z nieco mniej przebiegłych czegokolwiek.
- Ich ramiona zakrywała burza zmierzwionych w nieładzie włosów, twarze i ciała były pokryte licznymi tatuażami. Białka oczu, w sąsiedztwie powiek, błyszczały na czerwono. (s. 83)
Białka w sąsiedztwie?
- Ostatnio była tak bardzo zajęta snuciem intryg, że dawno już się z nikim nie kochała. (s. 114)
Biedactwo.
- Wark wstał. Woda spływała z połyskującego ciemnogranatowym odcieniem ciała. Mimo zaślepienia złością musiała przyznać, że przedstawiało oszałamiający widok. Zrozumiała, jak duży błąd popełniła przy ocenie tego szerga. Tak zbudowany osobnik tylko marnował swój potencjał. Lecz najwyraźniej zamierzał go dzisiaj wykorzystać. Przyglądając się każdemu detalowi, musiała zmienić zdanie o Szerglvar. Pewien istotny szczegół wskazywał, że zaraz nastąpi coś, czego do tej pory nie brała pod uwagę, uznając za niemożliwe. (s. 121)
Bohaterka wisi w tym czasie u powały na związanych rękach, opierając jednakowoż nogi o miękki kobierzec i czeka na dalszy rozwój wydarzeń.
Muszę przyznać, że na tak wyrafinowaną torturę nie wpadliby nawet Hastur i Ligur. /AJC/
- Ich biodra falowały w równym rytmie. (s. 123)
- Gdy odpływała falami, był w niej. (s. 135)
Jeśli morze było wzburzone, a fale wysokie, to musiał się nieźle namęczyć, żeby tam pozostać.
- POZNAJ LUDZKIEJ MIŁOŚCI SMAK SZINDAR
Tytuł części II, s. 145, interpunkcja oryginału
- - Elajah - Elnis niemal krzyknęła - Przestań być mistrzynią oślego wzroku! Popisałaś się już dzisiaj. Ata-naka nawet nadał ci wojenne imię. Brzmi ono - Bezmózg. (s. 166)
Niemal krzyk? Ośli wzrok? Domyślamy się, że przynajmniej część tego zdania w zamierzeniu autorskim ma zionąć ironią. Nie wyszło.
- Dno doliny było nierówne. W niektórych miejscach stanowiło płaską powierzchnię, w innych schodziło w głąb ziemi. (s. 194)
A stamtąd wspinało się na czubek szczytu wierzchołka.
- Z twoich słów wynika, że Szindar są prawdziwą armią zbawienia. (s. 196)
Stoją na ulicach i śpiewają "Glory glory Hallelujah".
- Ten to dopiero jest ograniczony, rzadko wychylając wraży nos z podziemia. (s. 201)
Gratulujemy wyczucia składni języka polskiego.
- Krew za krew. Oni go rwą i prują, on ich zjada (s. 221)
Bardzo żałujemy, że autorka książki nie dołączyła instruktażowej ilustracji porwanego i sprutego Szerglvar (na dodatek pożywiającego się tymczasem). To byłoby bardzo pouczające.
- Oddałbyś duszę za jedną nieprzespaną noc Kostuchy, prawda? (s. 276)
- Była do szerga cała przyklejona (s. 330)
Elfka znaczy. W celu oddania się czynności seksualnej.
A ja zawsze myślałem, że najwyższymi ewolucyjnie stworzeniami, które robią to w taki sposób, są gąbki. Najwyraźniej myliłem się. /AJC/
- Czarnowłosa kobieta obejmowała połyskujące granatowym odcieniem ciało czym tylko się dało. (s. 330)
Aż strach pomyśleć czym. Zwłaszcza jeśli przeglądało się kiedykolwiek "Xsięgę Bestyj", dodatek do systemu RPG "Zew Cthulhu".
- Bractwo nie robiło nic za darmo, to nie była organizacja charytatywna. (s. 331)
Niestety wydawnictwo Szerg też nie jest organizacją charytatywną. Cena ok. 31 zł za książkę może okazać się za niska, żeby skutecznie odstraszyć potencjalne ofiary.
- I były tylko oczy, bo tyle z Warka zostało. (s. 347)
Plagiat i to marny. Uśmiech pozostający z kota z Cheshire rulez.
A teraz co nieco o witrynie Autorki i Arcydzieła
Czujemy się oczywiście zaszczyceni tym, że jak tylko uderzyliśmy w stół, to nożyczki się odezwały, i Monika Błądek poświęciła nam sporo miejsca na swojej witrynie. Niepomiernie cieszy nas zwłaszcza fakt, że tak oto wygląda obrona przed posądzeniem o to, że jedyną osobą, która z zachwytem wyraziła się o Arcydziele, była siostra Autorki: Zostałam zmuszona do przedstawienia nieoficjalnej, nie autoryzowanej [btw ostatnia reforma ortografii polskiej nakazuje łączną pisownię "nie" z imiesłowami przymiotnikowymi - AJC] recenzji wydawcy spoza "środowiska", który został prywatnie poproszony o wyrażenie opinii na temat powieści "Błękitnooki szerg". Niestety, Pani Moniko, czekamy na przedstawienie na obronę swego Arcydzieła recenzji oficjalnej, napisanej nie na zamówienie Autorki, najlepiej przez osobę ze środowiska (czytaj: znającą się na fantastyce).
Otóż jeśli kiedykolwiek zrobimy osobną sekcję poświęconą obciachowym witrynom o fantastyce, obiecujemy od razu, że www.szerg.pl (wystarczy już tej reklamy witryny?) znajdzie się na wysokim miejscu. Na razie kilka uwag.
1. Obrazek przedstawiający półnagą osobę płci żeńskiej jest brzydki i absurdalny. Jak ona ma w tym stroju walczyć? 2. Najnowsza wstawka z cytatem ze wstępu do Władcy Pierścieni (swoją drogą gratulujemy skromności w tym implicytnym porównaniu się do Mistrza) rozpaczliwie nie pasuje do stylu reszty projektu (chyba że ma być seksownie granatowa jak szergowie). 3. "Kącik pisarza" jest najbardziej dziwacznym zbiorem bzdur, jakie zdarzało nam się czytać. 4. Skromność bijąca z wypowiedzi autorki jest wręcz powalająca.
Garść cytatów:
- W jednym z pism internetowych zajmujących się fantastyką trafiłam na określenie "potencjalny autorze". Dlaczego "potencjalny"? Przecież każdy, kto wyskrobał, lub wyklepał na klawiaturze tekst i podpisał się pod nim, jest autorem. A każdy autor, który znalazł choćby jednego czytelnika jest pisarzem.
Ratunku!
- ...terazporuszę inna sprawę: "niechęć do tego co nowe" i alergii pewnych osób na nowe wydawnictw i autorów, którzy sami powieści wydają. Ja mam szacunek dla tych autorów, bo dobrze wiem jak to smakuje i jak ciężko jest zrobić coś samemu i ile odwagi to wymaga, tym bardziej, że autor ma możliwość wyboru. (...) Miejcie na uwadze fakt, że autor-wydawca walczy sam z materią, wydaje pierwszą książkę w życiu, bez chmary pomocników i osób z branży służących radą.
I na tym właśnie polega błąd i w taki właśnie sposób rodzą się złe książki. Profesjonalni redaktorzy i wydawcy są od tego, żeby autorom (potencjalnym, właśnie tak) służyć radą i pomocą, poczynając od kwestii jezykowych, a na kompozycyjnych i fabularnych kończąc. Zazwyczaj te rady wychodzą autorom i książkom na dobre.
- Gdy czas na to pozwolił przeczytałam pewien komentarz zamieszczony na "Valkirii" i zrobiłam wielkie oczy. O co chodzi osobie, która moim złotym zasadom przypięła etykietkę "grafomania", bo co jak co, ale wystarczy przeczytać pierwszy z brzegu zamieszczony na stronie fragment powieści czy opowiadania, a widać, że jego autor preferuje wyższość treści nad formą, a nie na odwrót, ale do tego się już krytykująca osoba nie zniżyła, wolała z miejsca autora zaszufladkować.
Dziękujemy nieznanemu autorowi z "Valkirii" (niestety brak linku, co Monika Błądek chętnie wytyka innym, a jedynym znanym nam (i lubianym przez nzas) pod tą nazwą serwisem jest www.valkiria.net, niestety nie znaleźliśmy tam wspomnienia o Arcydziele) za moralne wsparcie. Niestety spieszymy uświadomić Autorkę, że wystarczy przeczytać pierwszy z brzegu zamieszczony na stronie fragment powieści czy opowiadania, żeby przekonać się, że mamy do czynienia z 1. grafomanią najlepszego gatunku, 2. absolutnym lekceważeniem dla formy. Swoją drogą zastanawia nas upór, z jakim Monika Błądek pisze o sobie w rodzaju męskim (autor).
- A co do maksymy "pisanie ma być przyjemnością, a nie ciężką katorgą", szufladka czekała już otwarta, gdyż to grafoman z krwi i kości wyrywa spod serca i wydziera z duszy każdą linijkę tekstu. Zwracam uwagę osobie, która tak bardzo uwielbia pchać ludzi do szufladek, że przyjemne jest to, co się lubi robić, nawet jeśli jest to ciężka praca, inaczej "Cień Tora-Kardar" nigdy nie pojawiłby się w księgarniach.
Nie do końca chwytamy logikę tego wywodu, ale spróbujmy go zdekonstruować (Autorce, przepraszam, Autorowi wyjaśniamy, że "dekonstrukcja" to modny obecnie termin teoretycznoliteracki, oznaczający w przybliżeniu takie rozebranie tekstu na kawałki, żeby dało się z niego odczytać sens). Zasadniczo o ile wiemy, grafomani znajdują przyjemność w pisaniu i z reguły dlatego właśnie piszą. Z reguły wcale nie muszą nic katorżniczo wydzierać ani wyrywać (niestety nie wydzierają ani nie wyrywają nawet kartek z nieudanymi próbami literackimi z zeszytów, ale usiłują wszystko, co radośnie wyprodukowali opublikować). Z drugiego zdania przytoczonego fragmentu jasno wynika, że Monika Błądek lubi katorżniczą pracę nad kolejnymi odsłonami swego Arcydzieła. I tu właśnie powstaje logiczny problem. Niemniej Monika Błądek w dowolnej interpretacji własnych słów pozostaje grafomanką (przepraszamy, grafomanem), ponieważ łączy przyjemność z katorgą, a zatem zdołała w swojej osobie połączyć obie - tradycyjną i własną - definicje grafomana. Gratulujemy. A co do ewentualności niepojawienia się "Cienia Tora-Kardar" w księgarniach, to żałujemy wielce, że szansa ta jest na wieki już stracona.
- Sama już nie wiem, ile razy tę moją pierwszą powieść poprawiałam, a poprawiłabym ją z chęcią jeszcze raz.
Nie ma sensu. Skoro po tylu poprawkach wyszedł tak nieziemski gniot, jeszcze jedna nic nie pomoże.
- Ale ponownie przypominam, to moja strona, mój gust na niej rządzi.
No. To akurat widać.
- I pamiętajcie o zasadzie "opowiadanie ma opowiadać" i "precz z przerostem formy nad treścią"...
To do potencjalnych autorów, którzy zechcieliby przesyłać Monice Błądek swoje utwory. Btw Monika Błądek "lojalnie ostrzega", że uwagi o tekstach będą jej, a nie "Kreska" (domyślamy się, że chodzi o Feliksa W. Kresa i jego felietony w śp. "Feniksie"). Warto mieć to na uwadze zanim pośle się tam jakąkolwiek próbę literacką...
- A co do oryginalności świata. Szkopuł w tym, że autor nie wysilał się, by ten świat był wielce oryginalny. Wolał skupić się na relacjach między obcymi sobie rasami.
To w odpowiedzi na naszą pierwszą (sprzed ogłoszenia nagrody) recenzję. Ośmielamy się zauważyć, że akurat większość relacji między obcymi rasami szufladkuje "Cień Tora-Kardar" jako pornografię, a nie fantasy.
- A juści, po to właśnie zostało stworzone. Co za przenikliwość i spostrzegawczość. Chylę czoła. Czy tak bardzo to was boli? Autor nie ma prawa sam książek wydawać? Ciekawe. Myślałam,że żyjemy w wolny kraju, ale najwyraźniej się myliłam.
To z kolei odpowiedź na uwagę o książkach wydawanych własnym sumptem. Sapienti sat, ale Autorce (Autorowi...) wyjaśniamy: wydawanie książek własnym sumptem nie jest zabronione, ale jest obciachowe. Oznacza najczęściej albo, że ich autor nie ma odwagi zmierzyć się z ewentualną krytyką w niezależnym, profesjonalnym wydawnictwie, albo też, że książka została już odrzucona, a autor nie mogąc się pogodzić z porażką postanawia jednakowoż uszczęśliwić świat swoją twórczością. Just so.