Connie Willis, Nie licząc psa
przełożyła Danuta Górska, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999

Uwaga ogólna:
to w sumie nie jest bardzo zły przekład, ale trzy poważne wpadki pozwalają wątpić w kompetencję językową tłumaczki.

str.
wyd. pol.
tłumoctwo a tak jest w oryginale komentarze
passim Strusia noga biskupa Bishop's bird stump Hmm. Coś tu nie gra. Oryginalne "bird stump" to rzeczywiście typ wiktoriańskiego wazonu (zazwyczaj w formie pieńka z ptaszkiem i mnóstwem innych ozdóbek), co więcej - "strusia noga" (ostrich leg) takoż, tyle że ta ostatnia to wynalazek dość makabryczny; nie wdając się w szczegóły powiedzmy tylko, że absolutnie nie była wykonywana z brązu, w przeciwieństwie do artefaktu w powieści.
passim Powiadam I say Wpadka o pomstę do nieba wołająca wielkim głosem. Oryginalne wyrażenie zastępuje najrozmaitsze "hmm", "więc", "słuchaj" czy "wiesz" na początku zdania, jest wyłącznie wtrętem retorycznym i absolutnie nie powinno być tłumaczone dosłownie, zwłaszcza tak zwracającym na siebie uwagę czasownikiem.
passim Koronka królowej Anny Queen Anne's Lace Konia z rzędem komuś, kto w Polsce zetknął się z rośliną o tej pięknej poetyckiej nazwie. Niestety łacińska i polska rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Wzmiankowana roślina to nic innego jak Daucus carota czyli... marchew zwyczajna (nie ta do jedzenia, ale taka dzika, co to w wielkich ilościach na łąkach rośnie i na biało kwitnie).