NAGRODA SPECJALNA - NA OSOBNEJ STRONIE
- Jehanette Izabeli Szolc ("Fenix" 1998/3) - bezapelacyjnie pierwsze miejsce
- za 1. wytrwałość w wymyślaniu kombinacji erotycznych; 2. ich wysmakowanie; 3. doskonały pomysł na prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym, na dodatek psuty wtrętami w czasie przeszłym; 4. przedziwną urodę wielu zdań; 5. Raubrittera jako imię własne; 6. zdrobnienie imienia Isabeau do Bella; 7. tużurek w średniowieczu (str. 140); 8. przypisy końcowe i bibliografię.
Oto kilka wybranych fragmentów zaiste przedziwnej urody, komentarze i egzegezy niebawem:
- Kobieta wstaje i podąża za nim. Zatrzaskuje przed nią drzwi, a ona wściekle potrząsa głową, biczuje się sięgającymi połowy ud, ciemnymi włosami. (str. 134)
- Oddawanie moczu nie nastręcza tylu trudności - Margot napotyka żołnierza lejącego na schodach. (str. 134)
- Margot porusza nozdrzami, kurz kręci ją w nosie, w powietrzu unosi się słodki, zupełnie nie znany jej zapach: jest to ciężki i metaliczny smród preparowanej na przeróżne sposoby krwi. (str. 140)
- Isabeau ma swojego ulubionego konia, białego jak świeży śnieg. Uwielbia go dosiadać i gnać na jego grzbiecie po łąkach. Idzi złości się, gdy widzi, jak po męsku dosiada ulubionego zwierzaka albo go pieści. (str. 143)
- - Och Francis! - Rzuca się głową w powiewające fałdy jego płaszcza. - Francis, weź mnie tutaj... (str. 147)
- Chwyta ją przed samym progiem, Margot wygina się w pałąk, jego ręce penetrują jej ciało pod suknią. (str. 154)
- Robi zamach taki, na jaki starcza jej sił. (str. 154)
- Czarnoksiężnik Izabeli Szolc ("Feniks" 1999/6)
- za 1. to, że Las na str. 159 jest Sherwoodzki, a na str. 164 Szerwoodzki (jeżeli jednakowoż chodzi o dwa różne lasy, to zwracamy honor; przy tym musimy wyznać, że jeszcze piękniej - a z pewnością postmodernistyczniej - byłoby, gdyby na stronie np. 169 pojawił się Las Szerłódzki); 2. Magna Charta Libertatorum (str. 166); 3. prześliczne nieprzewidziane znaczenia zdań wynikające z lekceważenia interpunkcji; 4. zachowanie charakterystycznej dla tej autorki ogólnej urody stylu; 5. fantazyjne i wielce wyrafinowane pożytkowanie się cudzysłowem, np. wtedy gdy brak lepszych pomysłów na opisanie skomplikowanych uczuć miotających bohaterami lub na oddanie ironicznego stosunku narratora do opisywanych zdarzeń.
Wybrane fragmenty:
- - Moja Anna... - zobaczyła jak wypuszcza z dłoni kostur i tknięty czymś, co wzięła za nagłe wzruszenie przykuca na ziemi. (str. 156)
- Rysująca się pod odzieniem masywna, wysportowana sylwetka, której mógł mu pozazdrościć niejeden rówieśnik dziewczyny nie dawała się odpowiednio sklasyfikować i szokowała: ojciec, ku zdumieniu córki, był takim samym mężczyzną jak wszyscy inni. (str. 161-2)
- Rob czym prędzej przyjął zaproszenie na wieczerzę, aby "zbadać" nagłego i nieproszonego przybysza. (str. 163)
- "Raptowne" wdowieństwo Guya musiało zachwiać równowagą jego ducha. (str. 167)
- W jednej chwili Roberta dopadła samotność. (str. 174)
- - Moja biedna Nan! - jego głos był złamany. (str. 176)
- Jeden uśmiech wampira Ewy Snihur ("Nowa Fantastyka" 2003/11)
- za 1. kliniczny przykład złego opowiadania na podstawie przygody erpegowej; 2. nieudolne ukrywanie inspiracji systemem Świat Mroku (konkretnie Wampir: Maskarada) przez zamianę Klanów na typy wampirów; 3. co gorsza całkowite niezrozumienie podstaw rzeczonego systemu: propozycja rozprawiania się przez Łowców z wampirem "gdy znajdzie się na ulicy, w ciemnym zaułku" (dla dobra potencjalnych postaci autorki podpowiadamy, że zdecydowanie lepszy byłby dobrze oświetlony zaułek); 4. brak jakiejkolwiek sensownej akcji; 5. niekonswkencję stylistyczną, ze szczególnym uwzględnieniem kompletnie do niczego nieprzydatnych wulgaryzmów; 6. zakończenie najbardziej nijakie i beznadziejne z możliwych (miłosiernie na wypadek wznowień podpowiadamy, że tekst zyskałby nanometr a może nawet milimetr jakości, gdyby gatunkiem nadmiernie rozmnożonym okazał się człowiek); 7. radosną nieporadność w tworzeniu metafor; 8. niewiarygodny wręcz poziom pretensjonalności.
Wybrane fragmenty:
- Splątane pasma włosów nieokreślonego koloru rytmicznie uderzały mu o ramiona.
- Ostro wykrojone oczy zadrżały, a karminowe usta otworzyły się...
- Uśmiech z rumorem spadł z twarzy Samontiego.
- Szerglvar - Cień Tora-Kardar Moniki Błądek (Wydawnictwo Szerg, Kraków 2003)
- za 1. Bezpretensjonalny i łatwy do zapamiętania oraz wymówienia tytuł, niezawodnie świadczący o wielkim wyczuciu językowym autorki; 2. oryginalność świata, w którym oprócz ludzi występują krasnoludy i elfy, a szergowie to nic innego jak orkowie, no i niestety nic nowego z tego nie wynika; 3. oryginalne i ładnie brzmiące imiona; 4. fakt bycia klinicznym przykładem Piroga (por. A. Sapkowski, Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach, "Nowa Fantastyka" 1993/5, opublikowane również na Sapkowski Zone); 5. niewiarygodnie wręcz kiczowato-grafomańską otoczkę wydawniczą (mamy niejasne wrażenie, że Wydawnictwo Szerg zostało założone li tylko po to, żeby arcydzieła pani czy też panny Błądek wydawać) i internetową (nie, nie będziemy tu reklamować tej strony; powiemy tylko, że jedynymi recenzjami - entuzjastycznymi, a jakże - są wypowiedzi siostry autorki).
Zobacz także: Nagroda specjalna 2003
- Poduszka dla Luizy Andrzeja Świecha ("Ubik" 2003/3)
- za 1. niewiarygodny poziom kiczu i pretensjonalności fabuły; 2. opisy scen erotycznych; 3. porażający brak pomysłu na zakończenie (co już niewiele szkodzi, bo czytelnik ma dość na długo przed połową); 4. zamieszczenie tego opowiadania w piśmie cyberpunkowym (mimo że opowiadanie cyberpunkowe nie jest), którego sekretarzem redakcji jest autor.
- Imperium Jacka Piekary (skądinąd później autora znakomitego Arivalda z Wybrzeża)
- Cyber JolyDrim Antoniny Liedtke
- za 1. pierwsze dwa zdania, które mogłyby stanowić podręcznikowy przykład kiczu literackiego; 2. świeżość i oryginalność metaforyki; 3. powalające opisy wybitnych osiągnięć artystycznych bohaterów; 4. "mały modulik pierdzenia" i podobne urokliwe pomysły upiększenia sieciowych wcieleń; 5. boleśnie irytującą nieznajomość Lovecrafta (uparte pisanie Cthulu zamiast Cthulhu).
Wybrane fragmenty:
- Jola była ptakiem. Lekka jak wiatr, szybka jak myśl, przemierzała bezkresną, aksamitnie czarną przestrzeń.
- Przy genitaliach zamyśliła się. Miała jeden mały, cienki, pokryty plamami wątrobianymi członek, wyposażony, a jakże, w moduł wzwodu, utrzymanego w identycznej konwencji. Gdyby robiła tę postać dla własnej satysfakcji artystycznej, nie zastanawiałaby się ani sekundy - ale robiła ją dla mężczyzny. Pozbawionego kompleksów, co prawda i posiadającego mocno specyficzne poczucie humoru, ale...
- Holamer spodziewał się jakiejś odpowiedzi na swoje zaczepki, więc spokojnie czekał przez kilka sekund; kiedy już zrozumiał, co się dzieje, gapił się jak zahipnotyzowany na coraz wyraźniejszą, coraz piękniejszą kobiecą postać, wyłaniającą się z niewyraźnego obłoku jak Wenus z morskiej piany.
- Poszukała go, ale nie znalazła - choć przecież doskonale pamiętała, że widziała kiedyś wspaniałe, pomarańczowo-złote ognisko, pulsujące hipnotyzującym rytmem, wyrzucające w górę iskry, które kreśliły świecące łuki na tle drżącego, nocnego powietrza...
- Różanooka Konrada T. Lewandowskiego. Szczegóły wkrótce.
The worst of world fantasy & science fiction